Bomba witaminowa, czyli krem z marchewki na ostro

Bomba witaminowa, czyli krem z marchewki na ostro

Bomba witaminowa, czyli krem z marchewki na ostro

Długo nie mogłam się przełamać i spróbować kremu z marchwi. Dlaczego? Bo nie lubię gotowanej marchewki, ale ostatnio bardziej przyglądam się swoim posiłkom i chcę zadbać o potrawy pełne witamin.
Tak też w mojej głowie zrodził się pomysł zrobienia kremu w wersji ostrej i wiecie co? Powstrzymywałam się przed wzięciem dokładki!

Bomba witaminowa, czyli krem z marchewki na ostro

Składniki:

  • 1 kg marchwi
  • 1 cebula
  • 1 litr bulionu
  • 2,5 ząbka czosnku
  • Szczypta chili
  • Szczypta papryki słodkiej
  • Kawałek imbiru lub ¾ łyżeczki

Jak ja to robię?

Obieram i kroję marchew w talarki, a cebulę w piórka. Pokrojone składniki smażę (najlepiej na maśle klarowanym), czosnek przeciskam przez praskę i dalej smażę. Na patelnię dodaję chili, paprykę słodką i imbir (świeży wcześniej ścieram na tarce). Następnie łączę bulion z marchewką i dodatkami z patelni. Gotuję do momentu aż marchewka będzie miękka. Następnie zdejmują z gazu i całość blenduję. Podaję z odrobiną jogurtu greckiego. Co ciekawe wybierał go mąż i sięgnął po ten o obniżonej zawartości tłuszczu. Mężu czyżby to była sugestia, że mam za dużo kochanego ciałka? :)

A Wy lubicie takie zupy krem? Wolicie marchew w wersji słodkiej, czy ostrej? Jaka jest Wasza ulubiona zupa?

Ps. Nie każdy rozpozna po smaku, że jest to zupa marchewkowa.

Pozdrawiam blogująca żona!

Bomba witaminowa, czyli krem z marchewki na ostro
Novaclear Atopis delikatne nawilżenie dla wrażliwej skóry

Novaclear Atopis delikatne nawilżenie dla wrażliwej skóry

Novaclear Atopis delikatne nawilżenie dla wrażliwej skóry

Jestem jedną z tych osób, które borykają się z bardzo wysuszoną skórą zwłaszcza na nogach i rękach. Warszawska woda dodatkowo mi nie sprzyja, czasem mam tak podrażnioną skórę, że już pod prysznicem robię się czerwona. Bezcenny efekt jakby ktoś mnie dusił podczas kąpieli :)

Do tej pory z żeli pod prysznic sprawdzał się tylko Biały Jeleń, który nie doprowadzał mnie do swędzenia i podrażnień. Ale jakiś czas temu miałam okazję wypróbować nowość Novaclear Atopis, żel i balsam do ciała i twarzy – ja użyłam go tylko do ciała, które bardziej potrzebuje takiego traktowania.

Szata graficzna produktów od razu kojarzy nam się z produktem aptecznym. Wygodna tuba i w pierwszym i w drugim przypadku ułatwia dozowanie produktu.

Marka chwali się użyciem oleju konopnego, który niestety jest dopiero na szóstym miejscu w składzie. Możemy też tam odnaleźć parafinę, jednak ja stanę w jej obronie. O ile nie użyłabym parafiny do twarzy, to na ciele zatrzymuje wodę. Moja skóra jest naprawdę sucha i jej ten składnik akurat sprzyja…

Jak ja oceniam te produkty?

Żel nie ma w sobie silikonów, więc się nie pieni. Ja nie mam nic przeciwko temu, bo mój Biały Jeleń też się nie pieni i jakoś sobie radzę. Te produkty miały szczególnie trudne zadanie, bo akurat w czasie ich testowania skorzystałam z pierwszych kąpieli słonecznych, a nawilżenie po tym mojej skóry jest bardzo trudne… Jednak Atopis sobie z tym poradziło. Jeśli chodzi o te produkty w kontekście skóry ciała, to polecam, co do twarzy to nie wiem, bo mam zbyt dużo kosmetyków, których używam na co dzień i mi nie szkodzą, więc wolałam nie ryzykować.

A Wy znacie już tą markę? Też macie problemy z nawilżeniem swojej skóry? Macie za sobą pierwszą, letnią opaleniznę?


Pozdrawiam Was blogująca żona!



zBLOGowani.pl


Pojedynek olejków do mycia twarzy. Zgadnij który wybrałam!

Pojedynek olejków do mycia twarzy. Zgadnij który wybrałam!

Pojedynek olejków do mycia twarzy. Zgadnij który wybrałam!
Dawno nie było tu wpisu kosmetycznego, więc pora to nadrobić! Chciałam Wam przedstawić moją subiektywną ocenę. Który olejek różany do twarzy polecam?
Pierwszy w mojej kolekcji znalazł się olejek Bielendy, wybrałam go z racji, że na olejek arganowy niestety jestem uczulona – wysyp na całej twarzy i to nie byle jaki!
Potem do Bielendy dołączył olejek firmy Evree, kupiłam z ciekawości i oczywiście z racji promocji w Rossmannie.

Pojedynek olejków do mycia twarzy. Zgadnij który wybrałam!

Czym różnią się te olejki?

Przede wszystkim opakowaniem. Od razu zaznaczę, że ja używam olejków dopiero po zmyciu demakijażu płynem micelarnym i płynem dwufazowym do oczu, więc kwestii rozpuszczania kosmetyków w tej pierwszej fazie nie ocenię. Wracając do opakowania, to tu wygrywa Bielenda. Niestety Evree mnie zawiodło, bo produktu wylewa się za dużo, z kolei wygodny aplikator - pompka pozwala swobodnie sobie dozować ilość produktu.
Zapach. Wiem, że większość dziewczyn ma obawy przed zakupem olejku ze względu na zapach. Jeśli chodzi o Bielendę, to nie jest bardzo intensywny, za to Evree ma o wiele bardziej różany zapach, choć mi on w zupełności nie przeszkadza :)
Termin ważności od otwarcia. Produkt Bielendy jest ważny zaledwie 2 miesiące od otwarcia, Evree daje nam aż 6 miesięcy na zużycie opakowania.
Konsystencja. Evree jest zdecydowanie bardziej wodnisty niż Bielenda.
Składniki. W produkcie Bielendy oprócz olejku z owoców róży znajduje się nawilżający kwas hialuronowy i kompleks witamin C+E.
Oba olejki nie podrażniły mojej skóry (a mam bardzo wrażliwą), nie czułam ściągnięcia.
Jeśli o mnie chodzi to z pewnością do tych olejków jeszcze wrócę. Choć markę Evree bardzo lubię, to jednak tym razem wybieram Bielendę. Olejek różany Bielendy ma kwas hialuronowy, który fajnie nawilża, a skóra jest bardzo miękka i promienna. Gdyby Evree zmieniło opakowanie, to pewnie też bym jeszcze do niego wróciła, ale bez dobrego dozownika mycie twarzy nie ma sensu, bo to powoduje u mnie tylko frustrację….
A Wy próbowałyście któregoś z olejków? Którą firmę wolicie? A może polecacie jakiś inny olejek? (byle nie arganowy :))

Pozdrawiam Was blogująca żona!

Pojedynek olejków do mycia twarzy. Zgadnij który wybrałam!
Deser na diecie, czyli prosty i pyszny pudding chia

Deser na diecie, czyli prosty i pyszny pudding chia

Deser na diecie, czyli prosty i pyszny pudding chia

Ostatnio jakoś rzadko tutaj bywam, przepraszam biję się w piersi! Jednak letnia pogoda bardziej napawa mnie do robienia zdjęć niż do pisania tekstów, a w sumie blog powstał z myślą o moich przemyśleniach. Taki psikus mi zgotował los, że ostatnio częściej stoję z aparatem w dłoni niż siedzę z laptopem i piszę… Ale to się zmieni.


Pewnie zastanawiacie się jak czekoholiczka radzi sobie z przetrwaniem na diecie zwanej – zdrowe odżywianie? A właśnie tak!

Deser na diecie, czyli prosty i pyszny pudding chia

Gdy najdzie mnie ochota na coś słodkiego, to sięgam po owoce arbuz jest moim ulubieńcem :) Ta słodka rozkosz ma niewiele kalorii, sprawdza się przy oczyszczaniu organizmu, ale nie polecany jest cukrzykom, bo ma wysoki indeks glikemiczny.

Deser na diecie, czyli prosty i pyszny pudding chia

Kolejnym moim sposobem jest zrobienie sobie pysznego puddingu z chia, oczywiście z owocami.


Pudding chia z kiwi

Składniki:

  • 3 łyżki chia
  • 1 kartonik mleka kokosowego
  • 1 kiwi

Deser na diecie, czyli prosty i pyszny pudding chia

To banalnie proste, bo jedyne co musimy zrobić, to zalać ziarenka chia i odczekać, aż spęcznieją. Następnie zmiksować kiwi i gotowe! Oczywiście można deser sobie dosłodzić, ale ja wolę bez cukru. Pamiętam jak myślałam, że ten deser to prawdziwe mount everest w kuchni! Do tego słyszałam, że te wszystkie dodatki okrzyknięte superfoods kosztują majątek… Nie powiem, nie zachęcało mnie to. Jednak gdy jakiś czas temu kupiłam opakowanie chia, stwierdziłam, że za jakieś 10 zł mam ziarenka na 3 miesiące… Tak i to niemalże codziennego używania, bo dodaję je do owsianki, więc nie taki wilk straszny jak go malują!

Deser na diecie, czyli prosty i pyszny pudding chia

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym pozostała na tej jednej wersji puddingu, w drugiej odsłonie zamiast zmiksowanego kiwi użyłam zmiksowanego arbuza, a plasterkami kiwi obłożyłam szklanki. Ale szczerze powiem, że to choć było dobre, to… nie zachęcało, bo po paru minutach pudding podszedł wodą z arbuza.



A wy jakie macie sposoby na słodkie zachcianki? Lubicie pudding chia? A może używacie jakiś innych zamienników słodkości? 

Pozdrawiam, blogująca żona!

Deser na diecie, czyli prosty i pyszny pudding chia
Mój powrót do zdrowego odżywiania + fit przepis na obiad

Mój powrót do zdrowego odżywiania + fit przepis na obiad

Mój powrót do zdrowego odżywiania + fit przepis na obiad

Znasz to uczucie kiedy stajesz na wadze, a tam +2 kg? Nic przyjemnego zwłaszcza jeśli nie wiąże się to ze zwykłym zatrzymaniem wody w organizmie przed miesiączką. Ja ostatnio stanęłam i… przepadłam. Myślę sobie jak to możliwe?  A no możliwe!


Moja wyobraźnia ruszyła... Tak to ewidentnie wina tych batoników kupowanych przy okazji zakupów w supermarkecie, tak to wina czekolady do, której zawsze miałam słabość no i... a to urodziny, a to imieniny w rodzinie. Tak tu lampka wina, tam sałatka z majonezem i tak się zebrało. To niesamowite, że waga potrafi tak zadziałać na kobietę, że ta robi sobie rachunek sumienia!

Mój powrót do zdrowego odżywiania + fit przepis na obiad

Po ślubie rozleniwiłam się i przestałam kontrolować, bo przecież już nie muszę mieścić się w sukienkę ślubną hahaha. A tak serio, to ja nigdy nie wariowałam z dietą i nadmiernym odchudzaniem się. Wyeliminowałam ze swojego menu fast foody  i słodycze. Szczerze mówiąc z tym pierwszym nie miałam problemu, ale jeśli chodzi o czekoladę… było ciężko. Dla mnie najgorsze jest sobie odpuścić – stwierdzić, że w sumie to mogę sobie przecież raz na jakiś czas pozwolić na odrobinę rozkoszy na podniebieniu. Niestety przegięłam i wróciły stare nawyki, ale postanowiłam zawalczyć!


Nie mam zamiaru się odchudzać, powiem szczerze, że na wagę wchodzę raz na… 3 miesiące? Dla mnie ważne jest, żeby czuć się dobrze we własnym ciele, więc wracam do zdrowszej wersji siebie :)
Dziś przychodzę do was z… obiadem! Taki posiłek jest idealny do pudełka, wiem bo uwielbiam dietę pudełkową, ale tą przygotowaną przez siebie.


Składniki:


  • Woreczek ugotowanej kaszy gryczanej
  • Pół puszki kukurydzy
  • 5 pieczarek
  • ¼ papryki czerwonej
  • Pół piersi z kurczaka
  • Łyżka sosu sojowego
  • Szczypta papryki słodkiej
  • Ząbek czosnku
  • Olej do smażenia
Mój powrót do zdrowego odżywiania + fit przepis na obiad

Jak ja to robię?

Najpierw kroję w kostkę pierś i zalewam sosem sojowym. Filet marynuję ok. 30 min. Następnie smażę filet z kurczaka na łyżce oleju kokosowego (może być inny tłuszcz np. masło klarowane), następnie dodaję pokrojoną w paski paprykę, pieczarki pokrojone w ósemki i kukurydzę. Całość zalewam odrobiną wody, aby wszystko się dusiło. Następnie dodaję kaszę, szczyptę papryki słodkiej i czosnek przeciśnięty przez praskę. Gdy nadmiar wody wchłonie się w kaszę, wyłączam gaz i… pałaszuję!


Wracam na tory zdrowego odżywiania i mam nadzieję, że przełoży się to też na mój wygląd :) W sierpniu moja przyjaciółka bierze ślub, więc motywacja na ten czas jest! A jak jest u Was ze zdrowym trybem życia? Odchudzacie się, czy wprowadzacie zdrowy styl życia? Piszcie, czy jesteście fit i czy chcecie przepisy z tej kategorii! :D

Pozdrawiam blogująca żona!

Mój powrót do zdrowego odżywiania + fit przepis na obiad
Copyright © 2017 Żona Bloguje - świat okiem kobiety , Blogger